Gabriel Tallent

24 maja Kruszynko, jesteś nikim – „Moja najdroższa” Gabriela Tallenta

Podziel się, szerz miłość i piękno :*

Debiutancka powieść Gabriela Tallenta wywołała niemałe poruszenie w świecie literackim. „Moja najdroższa” została nominowana do wielu nagród, bardzo szybko stając się bestsellerem. Trudno mi po jej lekturze powiedzieć, które uczucie we mnie przeważa: zachwyt czy przerażenie.

Tallent przenosi nas na kalifornijskie odludzie w sam środek dramatu. Leśna chata, w której mieszka Julie Alveston ze swoim apodyktycznym ojcem, jest siedliskiem niemoralnej miłości i skrytej nienawiści. Nie obowiązują w niej żadne normy i zachowania społeczne. Obowiązuje natomiast prawo Martina Alvestona – prawo do poniżania, maltretowania i gwałcenia nastoletniej córki. Julie zwana także Turtle nie jest zwykłą czternastolatką. Na śniadanie zjada dwa surowe jajka, popijając je piwem. Wieczory spędza na czyszczeniu sig sauera i włóczeniu się po okolicy. Jej niezwykłość objawia się także w zachowaniu w stosunku do ojca. Turtle nie boi się go, nie chowa się po zakurzonych kątach chaty – bo właśnie taki obraz maltretowanego dziecka podsuwa nam wyobraźnia. Fragment, w którym po raz pierwszy Tallent opisuje moment zbliżenia ojca i córki, trudno nazwać gwałtem, ponieważ ciało Turtle rwie się do ciała Martina: zrób to, chcę, żebyś to zrobił. Z drugiej strony bierność i chłód Julie każą szukać powodów jej niemego poddania się woli ojca. Bez wątpienia można u niej zdiagnozować objawy syndromu sztokholmskiego – jest ofiarą wynaturzonej miłości Martina i zakładnikiem reguł ustalonych przez niego.

Być może kiedyś Turtle szukała pomocy i oparcia w społeczeństwie, ale bezskutecznie. Świadoma swojego beznadziejnego położenia i nakarmiona ojcowskimi frazesami „jesteś dla mnie wszystkim’, „moja najdroższa”, nauczyła się żyć w chorym związku z psychopatycznym ojcem. Wiedziała, że nie ma innego wyjścia. Wiedziała, że tylko tak może przetrwać. Otuchy dodawał jej codziennie czyszczony sig sauer – pielęgnowała nie tylko broń, ale także swoją skrytą nienawiść i iskierkę nadziei na poprawę swojego losu. Oba uczucia prowadziły nierówną walkę z poczuciem winy i wdzięcznością, które ogarniały Turtle niezależnie od tego, jak mocno i usilnie starała się na trzeźwo ocenić swoją sytuację. O ile dla Martina ów wdzięczność wywodzi się z miłości, o tyle dla Turtle z obowiązku (w końcu to jej ojciec i jaki by nie był, powinna go kochać) oraz smutnej konieczności, będącej wynikiem obojętności i ślepoty nie tylko społeczeństwa, ale także dziadka Julie, któremu alkohol zakrzywiał rzeczywistość i nawet nie podejrzewał, jaką tajemnicę kryje jego wnuczka.

Wydawałoby się zatem, że Martinowi powiódł się plan całkowitego uzależnienia od siebie Turtle. Została pozbawiona jakiejkolwiek drogi ucieczki z leśnej chaty, złudzeń o odsieczy i co najważniejsze dla Martina – wiary w ludzi. W szkole siedzi sama w ławce, a na jakiekolwiek próby zbliżenia się do siebie reaguje opryskliwą agresją. Tallent postanowił jednak nie zostawić swojej bohaterki samej. Mur, który Turtle zbudowała wokół siebie, próbuje uporem i konsekwencją rozbić nauczycielka Anna. Słyszy zza niego ciche wołanie o pomoc i choć przebijanie się przez niego to na początku syzyfowa praca,  po przetestowaniu różnego rodzaju chwytów i trików, Anna dociera do środka. Znacznie szybciej i sprawniej udaje się go zburzyć Jacobowi, którego Turtle poznaje podczas jednej ze swoich wędrówek po lesie. I Anna, i Jacob sprawiają, że czternastolatka zaczyna ponownie wierzyć w siebie, a także dostrzegać słabość Martina. Obserwujemy powolny proces wyzwalania się Julie spod władzy zaborczego i bezwględnego ojca. Martin również to zaobserwował – uzależniony od władzy, sycąc się przez lata wymuszonym szacunkiem i miłością, sprowadza do domu nową ofiarę, małą dziewczynkę o imieniu Cayenne. Turtle, może jeszcze nie w pełni wolna, jest świadkiem tresury ojca. Tresury, która ma na celu wykształcenie człowieka całkowicie mu poddanego i oddanego bez względu na to, czy będzie używał kija, czy też marchewki. Turtle zaczyna rozumieć, że Cayenne to w rzeczywistości ona sama sprzed kilku lat. Nie chce już być najdroższą i nie pozwali na to, by ktokolwiek nią był.

Tallent już od pierwszych stron gra na emocjach czytelnika. Udaje mu się to osiągnąć nie tylko poprzez wprowadzenie motywu pedofilii i kazirodztwa do powieści. Duża w tym zasługa suchego, szorstkiego języka, niepokojących opisów przyrody i zachowań głównych bohaterów. „Moja najdroższa” to bardzo mocny i dojrzały debiut. Nadal jetem pod ogromnym wrażenie powieści amerykańskiego pisarza.

Za możliwość recenzji dziękuję Wydawnictwu Agora.

 

 

No Comments

Post A Comment