margaret atwood

13 maja Skłaniać się do istnienia – „Kocie oko” Margaret Atwood

Podziel się, szerz miłość i piękno :*

Oprawca, ofiara, pamięć i przeszłość

„Kocie oko” to literacki debiut Margaret Atwood. To także moja pierwsza książka tej autorki. Oczekiwania co do niej miałam spore – Atwood to bardzo głośne nazwisko w świecie literackim. Wielokrotnie wpisywałam ją na listę książek, które muszę przeczytać. W końcu się udało i… na pewno sięgnę po kolejne pozycje kanadyjskiej pisarki.

„Kocie oko” rozpoczyna się od dwóch cytatów – pierwszy z „Memoria del fuego” dotyczy wniknięcia duszy ofiary w ciało jej oprawcy, drugi z „Krótkiej historii czasu” Hawkinga odnosi się do pamięci i przeszłości. Oba idealnie nakreślają tematykę powieści Atwood. Główna bohaterka, malarka Elaine Risley w związku z wystawą swoich obrazów, przyjeżdża do Toronto – miasta, w którym zamieszkała wraz z rodzicami oraz starszym bratem po latach włóczenia się po motelach i spania pod namiotami. Powrót do miejsca, w którym się wychowywała i w którym studiowała przywołuje wspomnienia. Raczej złe niż dobre. Przed osiedleniem się w Toronto Elaine całe dnie spędzała ze swoim bratem, Stephenem. Nie do końca zatem wie, jak powinna zachowywać się w towarzystwie dziewcząt. Ogarnia ją nieśmiałość i poczucie obcości. Przyjmuję zatem bierną postawę – w obawie przed odrzuceniem pozwala się upokarzać i maltretować psychicznie przez Carol, Grace i Cordelię – trzy dziewczynki, które łaskawie przyjmują ją do swojego grona. Dla wszystkich są one wzorem dobrych manier i pobożności. Tylko Elaine naprawdę wie, co skrywają pod różowymi sukienkami i zza Pisma Świętego: Małe dziewczynki są małe i milutkie tylko dla dorosłych. Dla siebie takie nie są. Są takie jak w rzeczywistości  – okrutne i wyrachowane. Z czasem podobne uczucia zaczynają kiełkować w Elaine, z czasem ona staje się oprawcą.

Pokora i strach dzieciństwa

Zapewne zastanawiacie się, gdzie byli rodzice. Otóż byli tuż obok i nawet przeczuwali, że dzieje się coś złego. Matka Elaine dostrzega zmianę w zachowaniu córki, nie ma jednak odwagi zapytać wprost – dlaczego córka obgryza aż do krwi palce u rąk, dlaczego stała się wycofana i jeszcze bardziej cicha Rzuca tylko luźne zdania „nie musisz się z nimi bawić”, „możesz sobie znaleźć inne koleżanki”, a gdy czasy prześladowań Elaine ma już za sobą, mówi o nich „tamte złe dni”. Atwood dotyka problemu relacji na linii matka-córka. Relacji bardzo skomplikowanych, zdominowanych przez nieśmiałość i wstyd – uczuć potęgowanych przez same matki. Do tego dochodzi zwyczajny strach. Tu oddam głos Elaine (wybaczcie mi ten przydługi cytat, według mnie jeden z lepszych w książce):

Nie możemy zapytać matek. Trudno nam je sobie wyobrazić  bez ubrań, trudno przyjąć do wiadomości, że pod sukienką w ogóle mają ciało. Tyle rzeczy nam nie mówią. Rozdziela nam przepaść, która nieustannie się pogłębia. Otchłań wypełniona milczeniem. Matki owijają śmiecie paroma warstwami gazety, związują sznurkiem, lecz mimo to coś kapie, plami świeżo wypastowaną podłogę. Na sznurach wiszą majtki, koszule nocne, skarpetki – parada brudnej intymności –  które uparły i wypłukały, zanurzając ręce w śliskich szarych mydlinach. Wiedzą wszystko o szczotkach do sedesu, o deskach sedesowych, o zarazkach. Czyszczą i czyszczą, a świat dalej jest brudny. Z całą pewnością się nie ucieszą z naszych plugawych pytanek. Zewsząd więc narasta szept, bieganie od dziecka do dziecka, wionie grozą.

Na przekór wszystkim

Elaine-kobietę niewiele łączy z zastraszaną i poniżaną Elaine-dziewczynką. Nie poddaje się presji społecznej, nie chce spełniać marzeń i oczekiwań koleżanek i rodziców. Podczas pisania testu z biologi, rysując wnętrze owadów, postanawia zostać malarką. Nie potrafi jednak odpowiedzieć na pytanie: dlaczego. To „nie wiem” łączy ją jeszcze z Elaine z dzieciństwa. Nie potrafi także wytłumaczyć sobie, dlaczego wdała się w romans z nauczycielem rysunku, który w tym samym czasie rozkochiwał w sobie jej koleżankę z grupy. Potrafi natomiast usprawiedliwić swój podwójny romans: od każdego z kochanków dostaje coś innego –  od Josefa strach, od Jona ucieczkę przed dorosłymi. Niestety zarówno przed dorosłymi, jak i przed dorosłością nie da się uciec o czym malarka przekonuje się w okrutny sposób. Staje się także świadkiem innej ucieczki – przed odpowiedzialnością.

Antyfeminizm

To co najbardziej uderzyło mnie w retrospektywnej podróży Elaine po Toronto i po zakamarkach pamięci to wyłaniający się obraz kobiety. W „Kocim oku” Atwood to mężczyzn traktuje się jak oprawców. Dziewczynki nie schodzą do wąwozu, bo tam grasują „źli mężczyźni”, ojcowie sprawują dyktaturę pasa, kochankowie ranią i porzucają. To nie oni jednak są prawdziwymi oprawcami. Są nimi kobiety. Działają w ukryciu, wykorzystując słabości i lęki. Elaine od chwili poznania Grace, Carol i Cordeli żyje w ciągłym strachu, że jest niewystarczająco dobra, niewystarczająco ładna i inteligentna, by coś osiągnąć. Niepokój, brak wiary w siebie paraliżują ją, żyje jakby w zawieszeniu. Stephan w odniesieniu do Cordeli wypowiada słowa: Skłania się do istnienia. Elaine również się do niego skłania. Są chwile, w których bierze życie w swoje ręce – zazwyczaj poprzedza je wielka kłótnia lub tragiczne wydarzenie. Elaine nigdy nie wyjechała tak naprawdę z Toronto, ona cały czas w nim była – duszą i umysłem. Musiała pojawić się w nim ponownie ciałem, aby móc odpowiedzieć sobie na ważne pytanie: jaką kobietą chce być? Wie, że w tym przypadku z jej ust nie może paść „nie wiem”.

 

Za możliwość recenzji dziękuję wydawnictwu Wielka Litera.

No Comments

Post A Comment