blecher

29 Paź Chore ciało, przebudzona dusza

Podziel się, szerz miłość i piękno :*

blecher

Literaturoznawcy na całym świecie mówią o nim „Rumuński Kafka” lub twórca miniaturowej „Czarodziejskiej góry”. Książkoholicy w Polsce z pewnością dostrzegają podobieństwo jego twórczości do Brunona Schulza i Aleksandra Wata. Przywołanie tak znanych i cenionych na całym świecie nazwisk w kontekście pisarza, o którym traktuje ten wpis, każe spodziewać się, że za chwilę padnie równie sławne nazwisko. Zanim to się stanie, dam Wam małą podpowiedź w formie słów kluczy: „Rumunia”, „sanatorium”, „ból”, „choroba Potta”. Ci, którzy na końcu języka mają „Max Blecher” mogą sobie śmiało pogratulować. Tych, którym to nazwisko nic nie mówi, zapraszam do lektury. Zapewniam, że po niej czekają Was słodko-gorzkie wieczory z książkami tegoż pisarza. Niestety nie będzie ich za wiele, gdyż Blecher dzieł po sobie pozostawił zaledwie kilka. Ale o tym za chwilę.

Max Blecher urodził się 8 września 1909 roku w małej miejscowości Botoszany (Botoşani) w żydowskiej, zamożnej rodzinie. Miał dwie siostry – Dorę (1912-2008) i Fridę (1914-1995). Dzieciństwo spędził w Roman – mieście, z którego pochodził jego ojciec i dziadek, a w którym ostatecznie zamieszkał także i Max. Dziecińswo Maniu, podobnie jak i okres dorastania, było bardzo szczęśliwe. Pisze o nim Dora w listach do  Otili Ţeposu:

Ojciec był dla nas czuły. Maniu go uwielbiał. Wspólnie żartowali i dużo się śmiali. Byli prawdziwymi przyjaciółmi, a choroba Maniu była dla niego wielkim ciosem. Normalny, piękny i inteligentnym chłopak, mający wiele przyjaciółek i przyjaciół, zawsze większych od siebie. Wzorowy uczeń, rzecz można – geniusz. Dużo czytał, a od 12. roku życia zaczął pisać wiersze i eseje. Przypomina mi się chwila, w której Max z książką pod pachą, udał się do profesora języka rumuńskiego, aby pokazać mu wszystko, co napisał. Profesor Epure uważał go za wykształconego, nieśmiałego i lekko zgarbionego chłopca.

Choroba zaatakowała Blechera pierwszy raz, gdy miał 16 lat. Podczas gry w piłkę nożną jeden z kolegów mocno go kopnął – Max wrócił do domu z okropnym bólem pleców w okolicy lędźwiowej. Lekarze przepisali mu środki przeciwbólowe i kompresy. Mimo, że poprawa, która nastąpiła nie była całkowita, nikt nie przypuszczał wówczas, że ten przystojny, kipiący energią młody chłopak zostanie w niedalekiej przyszłości przykuty do wózka. Dora w listach wspomina:

Miał okresy, kiedy robiło mu się lepiej i żył normalnie, innym razem padał bezwładnie na łóżko. Drobnoustroje atakowały jego ciało. We Francji nazywali tę przypadłość chorobą Potta. Ale na początku nie była to gruźlica. Wiele lat po śmierci Maxa lekarze powiedzieli, że gdyby przepisano mu wówczas antybiotyki, byłby uratowany. Nasz ojciec bardzo szybko zorganizował dla niego miejsce w sanatorium w Berck. Na dwa lata jego ciało spętano ciasnym gorsetem. Pewnego dnia dostaliśmy list od Maniu, w którym donosił, że w szafie znalazł ludzki kręg. Błagał ojca, by zabrał go na cmentarz i pochował. Był taki przesądny…

Diagnozę postawiono dwa miesiące po tym, jak Blecher zaczął studiować medycynę na uniwersytecie w Paryżu. Sale wykładowe i uniwersyteckie dziedzińce musiał zamienić na sanatoryjne pokoje i gabinety lekarskie. Studenckie ławki i krzesła na ogromny wózek:

W Berck nagle na rogu ulicy pojawia się pierwszy chory. Wrażenie jest oszałamiające. Wyobraźmy sobie rodzaj prostokątnego wózka z zadaszeniem i w nim owiniętego kocami człowieka. Można pomyśleć, że pozycja, w której się znajduje jest bardzo wygodna. To tylko pozory. Pacjent leży całkowicie unieruchomiony na drewnianej ramie, a jego ruchy ograniczają się tylko do patrzenia naprzeciw siebie i w górę (…).

Max Blecher na szpitalnym łóżku, 1930.

Ciało Blechera uwięzione w ciasnym gorsecie, który wymieniano na nowy co trzy miesiące(!), nigdy nie zaznało ukojenia. Umysł natomiast, choć równie otępiony bólem, potrafił się od niego uwolnić, a właściwie wykorzystać go w procesie twórczym. Tak powstały „Zdarzenia w bliskiej nierzeczywistości”, czyli mroczny rumuński odpowiednik „Sklepów cynamonowych”, i „Zabliźnione serca” – literacki zapis pobytu w sanatorium w Berck, Mekce gruźlików. Swoje dzieła tworzył w łóżku, na kolanach, na których spoczywała zamówiona przez jego ojca, wykonana z jasnego drewna, podkładka. Pisywał także dużo listów, korespondował m.in. z André Bretonem, André Gide, Martinem Heideggerem, Ilarie Voronca, Geo Bogzą, Mihailem Sebastianem, Saşą Pană.  Zatrzymam się na chwilę na przyjaźni Blechera z Mihailem Sebastianem, autorem monumentalnego dziennika z lat 1935-1944 (na ten moment jest to jedyne dzieło Sebastiana przetłumaczone na język polski). Ten rumuński pisarz żydowskiego pochodzenia napisał o Maniu:

Był to zawsze trochę dziwny chłopak, żyjący, wskutek straszliwego bólu, jakby w innym świecie. Nigdy nie umiałem z nim rozmawiać bez pewnego skrępowania, być wobec niego zupełnie otwarty. Napawał mnie pewnym lękiem, utrzymywał dystans, jakby u drzwi więzienia, do którego nie można było wejść i którego nie można opuścić. Prawie wszystkie nasze rozmowy cechowało skrępowanie, jakbyśmy je prowadzili właśnie w więziennej rozmównicy. I dokąd on powracał, kiedyśmy się rozstawali? Jak było tam, dokąd powracał?

Te myśli nie dawały mu spokoju. Zastanawiał się, jak Blecher potrafił żyć z nieustającym bólem, skąd czerpał siłę? W lipcu 1938 roku, kilka tygodni po śmierci swojego przyjaciela, Sebastian opublikował w „Viaţa Românească” studium, w którym umieścił Blechera w gronie najważniejszych pisarzy literatury międzywojennej. We wszystkich swoich komentarzach podkreślał wyjątkowość pism blecherystycznych na tle krajobrazu literatury rumuńskiej. Dziś śmiało można stwierdzić, że wyróżniają się także na tle literatury światowej.

Długo oczekiwana śmierć przyszła do Blechera w niedzielę, 5 czerwca 1938 roku:

Przez 29 lat doświadczyłem więcej niż inni przez 100 lat. Podróżowałem, obserwowałem, pisałem. Powiedz moim siostrom, aby żyły bez ekscesów, ale żeby używały życia. O mnie zapomnijcie, zapomnijcie… Lepiej płakać nad grobem niż użalać się nad cierpiącym.

blecher

Max Blecher, „Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny”, przeł. Joanna Kornaś-Warwas, Wydawnictwo Książkowe Klimaty.

Książki wydane w Polsce kilka lat temu nie tyle przypomniały czytelnikom o rumuńskim pisarzu, ile w ogóle uświadomiły o jego istnieniu. Dziś nadarza się ku temu kolejna okazja. Do księgarń zawitało bowiem pierwsze polskie wydanie ostatniego dzieła Blechera „Rozświetlona jama. Dziennik sanatoryjny” w tłumaczeniu Joanny Kornaś-Warwas. Tytułowa rozświetlona jama to miejsce akcji książki. Żyje w niej Blecher, żyją w niej jego towarzysze niedoli odgrywając dzień pod dniu, pomimo mroku zbliżającego się z drugiego końca tunelu swój taniec śmierci. Wszyscy chcą iść w stronę światła dopóki starczy sił. Napędza ich cierpienie. Wiedzą, że tak długo jak ono trwa, tak długo będą żyć…

 

 

 

Bibliografia:

  1. Sebastian M., „Dziennik 1935-1944”, Fundacja Pogranicze, Sejny 2007.
  2. http://dinviata.ro/scriitorul-pentru-care-am-cumparat-o-revista/ [dostęp: 20.10.2018], tłumaczenie własne.
  3. http://www.formula-as.ro/2015/1170/lumea-romaneasca-24/max-blecher-apoteoza-suferintei-19309 [dostęp: 26.10.2018], tłumaczenie własne.
  4. https://www.bookaholic.ro/mihail-sebastian-si-m-blecher-o-prietenie-nu-doar-literara.html?fbclid=IwAR3sSlzqBL-1M8no85vboMIFJVpIVdbHlZZnWhkEhs1k3c1N_uWYPye6RXk [dostęp: 25.10.2018], tłumaczenie własne.
  5. http://www.romanianliteraturenow.com/uncategorized-ro/download-and-watch-movie-john-wick-chapter-2-2017/ [dostęp: 25.10.2018], tłumaczenie własne.
  6. https://www.dwutygodnik.com/artykul/4534-troche-dziwny-chlopak.html [dostęp: 22.10.2018].

 

Źródło zdjeć:

  1. https://adevarul.ro/cultura/carti/portret-Intamplari-realitatea-tragica-max-blecher-1_582effb15ab6550cb89e6955/index.html [dostęp: 26.10.2018].

 

2 komentarze
  • Ania || SlowReading.pl
    Posted at 19:42h, 05 listopada Odpowiedz

    Przeczytałam z dużym zaciekawieniem, dzięki za przybliżenie osoby tego pisarza. Książkę jak najbardziej mam w planach, ze względu m.in. na porównania do Schulza.

    • Polecam czytać mądre książki
      Posted at 13:33h, 07 listopada Odpowiedz

      Ania, to polecam także „Zdarzenia w bliskiej nierzeczywistości”, które, jeśli jesteś fanką Schulza, na pewno Ci się spodobają. Blecher raczej nie miał okazji czytać i poznać Schulza, tym bardziej niesamowity jest fakt, że obaj w tym samym mniej więcej czasie, stworzyli tematycznie i stylistycznie podobne dzieła. Choć u Blechera (nie)rzeczywistości jest bardziej mroczna niż fascynująca.

Post A Comment