palinka

26 Lis Między przeszłością a przeszłością – „Palinka” Matěj Hořava

Podziel się, szerz miłość i piękno :*

Nie powinno się szwendać po banackich wzgórzach podczas burzy. Trzeba ostrożnie stawiać kroki i rozglądać się dookoła – za siebie, przed siebie, w górę i w dół. Nie, nie czycha na nas żaden potwór. Czycha coś straszniejszego, coś przed czym nie można uciec: przekleństwo pamięci. Przekleństwo słów, przekleństwo tego skrawka znienawidzonej ziemi gdzieś w oddali. Nie odstrasza mnie to przekleństwo, zaciekle wspinam się na pierwsze wzgórze, na którym czeka na mnie mój przewodnik. Wita mnie kieliszkiem palinki. Mocny trunek wypijamy na raz, siadamy pod drzewem i wyruszamy w nietypową podróż po Banacie. Nietypową, bo odbywającą się po banackich zakamarkach pamięci mojego przewodnika. Usiądź obok nas, poczęstuj się palinką i słuchaj.

W opisie książki Matěja Hořavy czytamy: Rumunia. Banat. Odległe góry nad Dunajem. Wioski, w których od niemal dwustu lat żyją Czesi. Świat, w którym czas się zatrzymał. Do jednej z takich wsi przyjeżdża młody nauczyciel z Moraw. Przyjeżdża, by zapomnieć. Ostatnie zdanie to kłamstwo. Bohater Hořavy  nie przyjechał do Banatu, by zapomnieć. Przyjechał, ponieważ samo przywoływanie smaków, zapachów i widoków z dzieciństwa już nie wystarczyło. Przyjechał, by je smakować, wdychać i podziwiać w nadziei, że zaklnie je w teraźniejszości nie dopuszczając do nadejścia przyszłości. Melancholia u Hořavy to coś więcej niż przywoływanie dawnych czasów – to chęć powrotu do nich, wynikająca z przekonania o pustce zamieszkującej teraźniejszość i przyszłość: lepiej tam niż tutaj, lepiej cokolwiek tam niż cokolwiek tutaj… Dla młodego nauczyciela Hořavy owe tam to prywatny raj. To miejsce jego przodków, miejsce, do którego w jakiś sposób przynależy, z którym czuje się związany. Bo choć ludzie z tam odeszli, pozostały po nich nieśmiertelne przedmioty, nośniki tamtych czasów. Wielu przed Hořavą wierzyło, że rzeczy, które kiedyś do kogoś należały, przejmują cząstkę duszy właściciela. Pisał o tym już Adam Mickiewicz w liście do Armanda Levi:

Dusza, kiedy wyszła z ciała, zanim wcieli się na nowo, pozostaje bez wątpienia jakiś czas w miejscach, gdzie żyła, gdzie jest jej ciało, i wiąże się z przedmiotami, które są jej drogie. Zawsze pozostawiamy cokolwiek duszy w tem wszystkiem, czego dotykamy.

Z współczesnych pisarzy najwięcej do powiedzenia o obsesji pamięci rzeczy miał (nadal ma?) chyba Andrzej Stasiuk: [przedmioty – przyp. mój], które nas otaczają, bo oddaliśmy im część naszych nieśmiertelnych dusz i musielibyśmy wszystko zabrać ze sobą, żeby stanąć przed obliczem jakiej takiej całości

Zarówno w prozie Stasiuka, jak i w opowieści Hořavy nie tylko w rzeczach zaklęto przeszłość. Drzemie ona także w tym, co pozornie nienamacalne – w wietrze, który zamiast zdmuchnąć wspomnienia, uparcie je zawiewa. Mam wrażenie, że młody nauczyciel znajduje się w środku wielkiego tornado. Zgarnia ono wszystko, krąży, nieustannie krąży wokół niego co chwila podtykając inną historię.

Ciągłe odtwarzanie przeszłości świadczy także o głębokiej i bolesnej samotności bohatera Hořavy, o jego nieprzystosowaniu społecznym i strachu przed tym, co nieznane. W obliczu zagrożenia, które niesie ze sobą przyszłość, naturalnym schronieniem wydaje się być to, co znajome, a więc kojarzące się z bezpieczeństwem. Tak jak opowiadana co wieczór historyjka babci. Niestety przebywanie z duchami nie przegoni uczucia samotności: 

Gromadźcie się, wspomnienia, poplątane wspomnienia, gromadźcie się i nawarstwiajcie, zakrywajcie wszystko, co nie powinno i nie może tu być, wymieszajcie się w coś znośnego, w coś co można udźwignąć w tej górskiej samotni..

Upływający czas nie zmienił banackiego krajobrazu, ale zmienił bohatera Hořavy, który przypomina mi nieco w swojej ucieczce w przeszłość rumuńskiego myśliciela, Emila Ciorana, autora słów: 

Żal za czymś, co nieodwracalne, co należy do przeszłości na powrót otwiera (…) zabliźnione rany, przywołuje stan ducha, w którym żyć już niepodobna. Boli bardzo, rzecz jasna, gdy rozpadamy się na kawałki, gdy porzucamy stare życie, zostawiając w nim kawałek własnej duszy.

Bohater Hořavy rozsiał kawałki swej duszy po dziecięcym krajobrazie. Wrócił, by je zebrać. Także by siebie zebrać do przysłowiowej kupy. To go różni od Ciorana, który wiedział, że powroty, zwłaszcza te w przeszłość, nie pomogą pozbyć się uczucia żalu. Zagłuszają jednak coś innego – uczucie niedoskonałości świata, w którym aktualnie funkcjonują. Gorzka to, jak smak palinki, pociecha, ale tylko ona trzymała obu przy życiu.

 

No Comments

Post A Comment